niedziela, 27 lipca 2014

4.

Wstałam rano, miałam dzisiaj 6 lekcji, czyli do godziny 13:35. Później, mam czas na odrobienie lekcji, pouczenie się i przyszykowanie się do balu. Czarno widzę ten bal, wczoraj Bartek wystraszył mnie tym, że mam nie iść, bo na mnie gadał Mikołaj, a może tylko chciał buziaka, a czort z nim. Lekcje minęły dość szybko, miałam, tz. mieliśmy farta bo na biologii odbył się apel walentynkowy, na którym dostawaliśmy prezenty walentynkowe od tajemniczych wielbicieli, dostałam misia, różowego, lizaka i 8 walentynek, 4 od przyjaciółek, 1 od Mikołaja, i 3 anonimowe. Byłam zadowolona, bardzo. Pierwszy raz od 3 lat w gimnazjum dostałam tak dużo walentynek. Po lekcjach, byłam umówiona z Mikołajem na gorącom czekoladę, a było nawet mroźno. Porozmawialiśmy chwilkę, wypiliśmy, on płacił, wow.. I musiałam iść.
- Muszę iść, przepraszam.
- Ale dlaczego ? Jest dopiero 13:55. - powiedział załamany
- Bo się nie wyrobię na bal. A tego chyba nie chcesz - uśmiechnęłam się.
- Oczywiście, że nie księżniczko, pa. - pożegnał mnie i pocałował w policzek.
- Pa. - powiedziałam i wyszłam z kawiarni.
Włączyłam muzykę i udałam się w stronę domu. Pogadałam z mamą, odrobiłam lekcje i pouczyłam się.
Nawet nie zauważyłam a była już 15:50. Bardzo późno, za 40 minut ma przyjść po mnie Mikołaj.
- SZLAG!- zaklnełam cicho - MAMOO!!! - Zawołałam mamę.
- Co się stało ? - zapytała
- Nie mam w co się ubrać na ten bal. - dramatyzowałam. Mama weszła do mojej garderoby i wyciągnęła 2 sukienki, jedną prostą, czerwoną, drugą czarną, obcisłą, z koronkowymi rękawami. Ostatecznie wybrałam sukienkę numer 1. Rozpuściłam włosy, nie prostowałam ich, tylko podkręciłam loczki, i zrobiłam lekki makijaż. Punktualnie o 16:30 przyszedł po mnie Mikołaj, był ubrany w garnitur i... i trampki, wyglądało to bardzo fajnie, nie mogłam się czepiać, bo ja zamiast szpilek ubrałam czerwone Converse. Pożegnałam się z rodzicami i wyszliśmy, szliśmy powoli, rozmawiając o wszystkim i o niczym, kiedy doszliśmy do szkoły było już tam pełno młodzieży, kiedy nas zobaczyli, zaczęły się szepty i różna gadanina, weszliśmy do środka i poszliśmy do naszej klasy, tam zostawiliśmy rzeczy. Spotkałam po drodze Wiktorię i Kingę, wzięły mnie na bok:
- Jak ładnie wyglądasz! - powiedziały
- Wy też wyglądacie cudnie ! Widziałyście może Bartka? - zapytałam
- Taa. Był z Michelle, łazili i gadali sobie, a kiedy ta zołza nas zobaczyła, to podeszła i powiedziała " Gdzie macie swoją przyjaciółeczkę, zostawiła was dla Mikiego...Oj jak nie przyjemnie " Już miałam ochotę jej przywalić ale Kinga mi nie pozwoliła. Niestety. - rozgadala się moja kochana Wiki.
- A Bartek nic jej nie upomniał, nic. - zapytałam z resztką nadziei
- Niestety nie. - powiedziała Kinga.
- Aha, ja wracam do Mikołaja, za raz zacznie się dyskoteka. Kocham was, pa. - pożegnałam się i podeszłam do Mikołaja, widząc że jest z przyjaciółmi, podeszłam i przywitałam się.
- To ile już jesteście razem ? - zapytała Estera.
- Ale my nie jesteśmy razem. - zaprotestował Mikołaj.
- Aha. Ale wiecie, że widziano was jak się całowaliście po szkole, nawet zdjęcie jest na facebook'u, na stronce naszego gimnazjum. - Co, dlaczego ja nie weszłam na facebook'a dzisiaj. Boże kto to tam umieścił?
- To był tylko taki całus, nic więcej, nic. - powiedziałam, a  Mikołaj przyznał mi rację, wybiła 17. Każdy już był na sali i każdy tańczył w rytm muzyki, wtedy na salę wszedł Bartek i Michelle, plastik szkolny, nienawidziłam tej wywłoki, puścili wolny taniec, Mikołaj złapał mnie w tali i tańczyliśmy, a koło nas zastali się Bartek i ta zołza. Nagle chłopcy, zrobili tak zwanego. odbijanego, tz. Bartek zrobił, bo Mikołaj nie był zachwycony. Wpadłam w ramiona chłopaka.
- Jak się bawisz? -zapytał
- Było świetnie, do póki nie zobaczyłam tej zołzy. A ty ? - zapytałam
- Też, do póki nie zobaczyłem Cię w tańcu z tym bufonem.- powiedział
- Jezu, Bartek co ty do niego masz.. Od kiedy on mnie zaprosił na bal jesteś na niego straszliwie cięty...- powiedziałam
- Nie o to chodzi. On się założył z kumplami, o to że jak zaprosi cię na bal, pocałuje i później zaliczy, ma dostać 1000 złotych, ja tylko chciałem cię chronić. - powiedział a ja osłupiałam z przypływu informacji. Poszłam do baru i wzięłam miskę z piciem, tz. pączem i podeszłam z tym do Mikołaja i chlusnęłam mu w łep sokiem.
- Co ty robisz, idiotko?! - krzyknął, muzyka ścichła, i każda para oczu była skierowana w naszą stronę
- Zaliczyć to ty sobie możesz egzamin a nie mnie, to raz, dwa jesteś tępym idiotą, trzy o dziewczyny się nie zakłada. - powiedziałam i strzeliłam mu z liścia, wybiegłam z sali i poszłam do łazienki, nie wiem dlaczego, ale popłakałam się. Po chwili obecnością w damskiej toalecie zaszczycił mnie Bartek.
- Nie śmiej się ze mnie, wyglądam jak panda. Rozmazałam się. - powiedziałam
- Spokojnie, wszystko dobrze, mówiłem ci żebyś z nim nie szła..
- Masz rację.
- Może w ten super nieudany dzień, zgodzisz się pójść na kolację ze mną?
- Dobra. Niech ci będzie, ale muszę się pomalować. - powiedziałam. Poszłam po torbę, była tam Kinga i Wiki. Powiedziałam im co się stało, a one powiedziały że Mikołaj to idiotka, i życzyły szczęścia na kolacji z Bartkiem.
Szliśmy tak w ciszy, aż nie doszliśmy do pizzeri, było tam pełno par, stoliki były ozdobione serduszkami, było bardzo przyjemnie, usiedliśmy przy wolnym stoliku, pani kelnerka dała nam kartę, po chwili uzgodniliśmy że weźmiemy pizzę, margarite. Czekaliśmy na nią krótko, zaledwie 20 minut. Pani przyniosła nam pizze w kształcie serca byłam zdziwiona i mile zaskoczona. Po spożyciu posiłku wybraliśmy się na spacer po parku. Usiedliśmy na jednej z ławek i zaczęliśmy rozmawiać.
- Pięknie dziś wyglądasz - powiedział Bartek, odgarniając kosmyk włosów i chowając go za ucho.
- Dziękuję, ty też wyglądasz ładnie. - odpowiedziałam, dobrze, że było już ciemno, bo zgaduję ze byłam taka czerwona jak moja sukienka.
-Chciałbym Ci coś powiedzieć, od pewnego czasu mi się podobasz, ale uznałem że ci tego nie powiem, bo wyjdę na idiotę. Bałem się, że mnie wyśmiejesz, czy coś, więc tamtego wieczoru, po urodzinach mojej mamy pocałowałem Cię i powiedziałem prawdę, bo kocham cię. Mimo iż znamy się od drugiej klasy podstawówki, nigdy się nie przyjaźniliśmy, więc chciałbym cię zapytać, czy zechciałabyś się ze mną przyjaźnić? - zapytał, a ja uśmiechnęłam się i odpowiedziałam, że tak, oczywiście. Wtedy jego twarz zbliżyła się do mojej, spojrzałam mu głęboko w oczy, tak jak on mi, i po chwili odpłynęłam w pocałunku, kiedy już przestał, uśmiechnęłam się i w ciszy wstałam, on także, odprowadził mnie do domu i poszedł sam do swojego, nawet nie wiedziałam kiedy, minęły 4 godziny, była już 21:30. Umyłam się, przebrałam, spakowałam. Jutro ostatni dzień szkoły i ferie. Lecę z moim nowym przyjacielem do Turcji. Cieszę się.
Chociaż Bartek nigdy mnie nie lubił, zawsze się naśmiewał i czasami nawet się biliśmy, a ja nie miałam szans, więc zawsze ja obrywałam, w podstawówce, przez niego miałam milion siniaków, na brzuchu, nogach, co ja mówię teraz też tak było, nie wiem, ale on na pewno się nie zmienił. Pewnie teraz jest ok, a później znów będzie tak samo. Eh..Wera pesymistko ! Nie nie, ja jestem realistką. Po moim długim rozmyślaniu, poszłam spać.




__________________________________________________________
dziękuję za komentarze, wyświetlenia, za czytanie ! Jesteście cudowni, jeżeli pod tym postem będą 3 kom. dodaję kolejny rozdział jutro, jeżeli nie, poczekacie sobie 2 dni.
Kocham, Oliv. 

2 komentarze: