Kiedy pojechał, poszłam się myć. Kąpałam się i kąpałam, i nagle zrobiło mi się, bardzo słabo. Chyba zemdlałam, bo nic nie pamiętam.
- Budzi się, proszę pani!! - zawołał znajomy głos... Bartka. Po chwili przybiegła moja mama i pani Monika.
Mój tato, miał ważne wezwanie w pracy. Trudno...Mrugnęłam kilka razy, by przyzwyczaić się do światła.
Po chwili do pokoju, wszedł pan Doktor.
- Dzień dobry...
- Weronika. Dzień dobry. Co się stało? - zapytałam
- Zemdlałaś w łazience, i nie chciałaś się obudzić od wczoraj. Prawdopodobnie upadłaś i uderzyłaś się w głowę. Ale mniejsza z tym.. Jak się czujesz? A no i, nie przedstawiłem się, doktor Timy. - lekarz był roztrzepany, a ja dalej nie pamiętam dlaczego osłabłam.
- Dobrze się czuję. - powiedziałam.
- Więc, tak. Musimy zrobić ci badanie krwi. Aby dowiedzieć się co było przyczyną omdlenia. - zbladłam, nienawidzę igieł. Boję się ich panicznie. Ostatnim razem musieli mnie usypać do pobrania krwi - słabo ci? - zapytał doktor
- Nie, ale boję się strasznie igieł. - odpowiedziałam.
- Rozumiem, rozumiem ale to konieczne.
po 30 minutach było po sprawie, polały się łzy, ale pielęgniarki która dostała kopniaka w brzuch. Przeprosiłam ją, a ona wybaczyła mi. Musiałam zostać w szpitalu przez 2 dni. Przyszły do mnie moje przyjaciółki, tata, siostra, każdy, Mikołaj, Michał, Bartek..
Bartek siedział u mnie po szkole do obiadu, po obiedzie do kolacji i po kolacji do 23. Można by powiedzieć, że siedział u mnie 24 na dobę. haha. Wielkie dzięki Bartek.
W ostatni dzień dowiedziałam się, ze mam jakieś niepotrzebne składniki w krwi. Tak jakoś tak. Już wiedziałam, że mam białaczkę. Nie powiem, nie byłam zachwycona, moja mama popłakała się, a tata zbladł i nie odzywał się nic.
- Umrę, panie doktorze ? - zapytałam z nadzieją...
- Więc Werka, nie wiadomo, ale musimy zacząć rehabilitacje. Za tydzień przeprowadzisz się do szpitala na miesiąc, później zobaczymy..
-Do widzenia. - powiedziałam kiedy już powiedział mi to o co pytałam. Poszliśmy. W domu było dziwnie, smutno i nudno. Eh.. Ja nie umrę. Ja muszę żyć. Mam isć po gimnazjum do internatu z moją przyjaciółką. Ja nie umrę. haha.
_______________________________________________________________
JEZU WIEM SŁABO
SŁABO SŁABO SŁABO
NIE MIAŁAM WENY NO, ALE DODANE? DODANE! HAHA
CZY ZDZIWILIŚCIE SIĘ, ŻE WERKA MA RAKA?
JAK MYŚLICIE CO ZROBI BARTEK.
KOMENTUJCIE I CZYTAJCIE KOCHAM WAS. ♥
W ostatni dzień dowiedziałam się, ze mam jakieś niepotrzebne składniki w krwi. Tak jakoś tak. Już wiedziałam, że mam białaczkę. Nie powiem, nie byłam zachwycona, moja mama popłakała się, a tata zbladł i nie odzywał się nic.
- Umrę, panie doktorze ? - zapytałam z nadzieją...
- Więc Werka, nie wiadomo, ale musimy zacząć rehabilitacje. Za tydzień przeprowadzisz się do szpitala na miesiąc, później zobaczymy..
-Do widzenia. - powiedziałam kiedy już powiedział mi to o co pytałam. Poszliśmy. W domu było dziwnie, smutno i nudno. Eh.. Ja nie umrę. Ja muszę żyć. Mam isć po gimnazjum do internatu z moją przyjaciółką. Ja nie umrę. haha.
_______________________________________________________________
JEZU WIEM SŁABO
SŁABO SŁABO SŁABO
NIE MIAŁAM WENY NO, ALE DODANE? DODANE! HAHA
CZY ZDZIWILIŚCIE SIĘ, ŻE WERKA MA RAKA?
JAK MYŚLICIE CO ZROBI BARTEK.
KOMENTUJCIE I CZYTAJCIE KOCHAM WAS. ♥
LOV, OLIVIA.
ten rozdział zepsuł całą moją opinię na temat tej serii.. bez sensu.. przykro mi ale raczej nie będę już tu zaglądać...
OdpowiedzUsuń